Recenzja Rose

Po II wojnie światowej Mazury (Mazury), które wcześniej podlegały intensywnej Gemanifikacji, zostały przekazane Polsce. Mieszkańcy niemieckich korzeni wyjeżdżają do Niemiec. Jeśli chcą zostać, muszą nauczyć się polskiego i dogadać się z nowymi polskimi osadnikami. Latem 1945 r. Przybywa tu Tadeusz Mazur (Martin Dorocinski), były żołnierz armii, który stracił wszystko podczas wojny. Mężczyzna przychodzi do domu należącego do kobiety o imieniu Rose (Agata Kulesza). Mówi po niemiecku i polsku jako wdowa po niemieckim żołnierzu. Tadeusz poznaje dramatyczną historię życia kobiety – została brutalnie zgwałcona przez żołnierzy i zmuszona przez Rosjan do prostytucji. Rose traktowana jest z pogardą przez nowych osadników na Mazurach, którzy uważają ją za Niemkę. Pomiędzy żołnierzem a Różą rozkwita emocjonalna więź.

Shane Danielsen

Polska tożsamość badana w znakomitym dramacie z II wojny światowej.
Wśród całej tej niepewności widać talent jego twórcy

FESTIWAL POLSKIEGO FILMU

w samą porę, aby ujrzeć, kilka metrów dalej, młodą kobietę – jego żonę, jak się później dowiadujemy – będąc zgwałcony na stosie gruzu przez nazistowskiego żołnierza. Towarzysze żołnierza patrzą na niego bez zainteresowania; kiedy skończy, strzelają do niej i odchodzą. Jest rok 1944, powstanie warszawskie – ale jednocześnie przesunęliśmy się w czasie, do następnego roku, i ten sam człowiek, teraz brodaty i wychudzony, przemierza Mazury, sporną granicę między Prusami Wschodnimi a Polską. I znowu jest świadkiem, że ludzkość jest najbardziej bestialska: więźniowie (byli współpracownicy?) Są masowo rozstrzeliwani maszynowo przez partyzantów; złodzieje uciekający z ograbionych domów z tym, co mogą nosić.

Ksiądz organizuje mu spotkanie z miejscową kobietą, Rose. Wchodząc do jej wiejskiego domu, odnajduje stwora jeszcze bardziej szarego niż jej otoczenie (renderowane, podobnie jak reszta filmu, w wyblakłym prawie monochromatycznym przez operatora Pitor Sobociński Jr. – syna zmarłego operatora, który nakręcił Troje Kieślowskiego Kolory czerwony). Wdowa oficera Wehrmachtu jest ściśle związana, stoicka i odległa; ich związek początkowo jest napięty. Zgadza się zostać, przynajmniej przez chwilę, aby oczyścić jej ziemię z kopalni. Oznacza to długie tygodnie krzyżowania zepsutych pól widłami, chodzenia lekko i celowo. Delikatnie obracaj grudy błotnistej ziemi, aby odsłonić dowolny prymitywny mechanizm, który może być ukryty pod spodem. Następnie pozbądź się ich.

Po jednym z takich odkryć – przedstawionych tutaj w czasie gryzienia paznokci – wraca do domu i widzi, że Rose zostaje zgwałcona przez dwóch przechodzących mężczyzn, być może Rosjan, ale bardziej prawdopodobne, że ich rodacy. Goni ich, ale jest zszokowany jej rezygnacją. Gwałt, zdaje sobie sprawę, nie jest dla niej niczym nowym; raczej typowy los kobiet w czasie wojny. Jednak ten incydent budzi w nim coś, instynkt ochronny, o którym myślał, że wyginął. . .

Streszczenie

To, że nieznajomy i Rose powinni się zakochać, na pierwszy rzut oka jest tak mało prawdopodobne i tak przewidywalne, że powinno wywołać pogardę. Jednak osiągnięcie trzeciego filmu Wojtka Smarzowskiego – opartego na oszczędnym, inteligentnym scenariuszu Michała Szczerbica – polega na tym, aby ich romans był nie tylko wiarygodny, ale także intensywnie i porywająco prawdziwy. Na pierwszy rzut oka film wojenny jest o wiele bliższy westernowi: dobry mężczyzna przybywa do miasta i powoli zdobywa miłość kobiety – i jest zmuszony bronić swojego nowego domu, nie tylko przed rozmaitymi maruderami, ale także groźniejszymi wrogowie, od polskich nacjonalistów pragnących zjednoczyć kraj pod jednym sztandarem etnicznym, po zimnookich aparatczyków sowieckiej NKWD.

Wynik jest porównywalny z najnowszą Wiedzą Cate Shortland – kolejne spojrzenie na niechlujny postScript wojenny, podział łupów i zatarcie alegorii. Tutaj pytanie jest fundamentalne: co stanowi polską tożsamość? Zgrupowani wzdłuż północno-zachodniej granicy kraju Mazurowie różnią się od Polaków w Warszawie, Krakowie czy Katowicach; obserwują inną religię i mówią regionalnym dialektem o wiele bardziej germańskim niż słowiańskim. Kiedy więc zwracają się do miejscowego dowódcy garnizonu o jedzenie, zostają brutalnie skarceni przez oficera Armii Czerwonej, który potępia ich jako luteristów i nazistów. Gdzie dokładnie i do kogo należą?

Wśród całej tej niepewności widać talent jego twórcy. Poprzedni film Smarzowskiego, The Old House (2010), był porywającą tajemnicą morderstwa, podzieloną na dwa okresy, które wydawały się być przygotowane na tragedię grecką (lekcje historii, nieuchwytność losu) i nihilistyczną przemocą miazgi Jima Thompsona noirs. Tam, tak jak tutaj, kupił troskę twórcy gatunku o tempo i historię do bardziej znaczących tematów: jego filmy są krytyką społeczną pod przykrywką masowej rozrywki. Jako taki jest jednym z najciekawszych reżyserów pochodzących z CentralEuropa za jakiś czas, a ten surowy, wstrząsający dramat – pięknie nakręcony i bezbłędnie zagrany – to jego najlepsze dzieło do tej pory.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *